Boutique

Plus de 500 titres

Carterie

Artisanat monastique

Myśl 194

Kiedy zastanawiamy się nad relacją między Jezusem a Józefem, wciąż powraca do nas pełna szacunku, a zarazem niedowierzania myśl: czy Jezus, będąc Bogiem, nie grał, dla przyzwoitości, swojej nieświadomości? Czego zatem św. Józef mógł nauczyć wcieloną Mądrość?

Takie myślenie jest nieznajomością tajemnicy Wcielenia. Bóg stał się człowiekiem, prawdziwie człowiekiem. Słowo wcielone narodziło się z niewiasty, naszej siostry w człowieczeństwie (por. Ga 4,4). Swoje wcielenie traktuje On bardzo poważnie, do tego stopnia, że zrezygnował z poznania tego, co dla nas jest wielką niewiadomą tj. końca czasów: „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mk 13,32). Aby być jednym z nas, ogołocił samego siebie (por. Flp 2,7) i przeżył swoje życie, aż do ostatniego tchnienia, pokładając całkowitą ufność jedynie w Bogu Ojcu: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23,46).

Tymczasem „przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1,11). Święty Piotr kładzie nacisk na dramat tego odrzucenia: „Zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy” (Dz 3,14).

To była właśnie ta pierwsza rzecz, jakiej Józef nauczył Jezusa, być może najistotniejsza, że istniał człowiek, który otworzył mu swój dom i swoje serce (por. Mt 1,20).

Précédent

Suivant